Kolejny Wieczór Uwielbienia „Betania Młodych” za nami.
I znowu był to czas, który trudno zamknąć w kilku zdaniach – bo wydarzyło się coś bardzo osobistego. Tym razem zatrzymaliśmy się przy historii Łazarza, ale szczególnie przy jednym momencie: tej trudnej, niewygodnej przestrzeni pomiędzy. Pomiędzy śmiercią Łazarza a przyjściem Jezusa. Pomiędzy wiarą a pytaniem: „Dlaczego jeszcze Go nie ma?”.
To właśnie ta chwila niepewności stała się nam bardzo bliska.
Bo przecież każdy z nas zna takie momenty – kiedy modlisz się, wołasz, a odpowiedź jakby nie przychodzi. Kiedy nie rozumiesz, co Bóg robi… albo dlaczego jeszcze nie działa. I właśnie w to miejsce weszliśmy podczas tego wieczoru.
W centrum kościoła stał paschał – jedno światło pośród ciemności. Prosty znak, który mówił więcej niż wiele słów: nawet jeśli czegoś nie rozumiemy, On jest. Może nie zawsze tak, jak się spodziewamy. Może nie od razu. Ale nigdy nas nie zostawia.
Po katechezie każdy z nas zapalił swoją świecę od tego jednego płomienia i z nią w dłoni podszedł przed Najświętszy Sakrament. To był moment ciszy, szczerości i oddania tego wszystkiego, co w nas „pomiędzy” – niepewne, niedokończone, trudne do zrozumienia.
Oddawaliśmy Jezusowi nasze pytania, nasze czekanie, nasze historie, które jeszcze się „nie rozwiązały”. I właśnie tam mogliśmy doświadczyć czegoś ważnego: że Jezus czasem pozwala nam wejść w przestrzeń pustki. Nie po to, żeby nas zostawić, ale żebyśmy w niej zobaczyli coś więcej. Żebyśmy odkryli, że nawet najmniejsze światło ma wtedy ogromną moc.
Na koniec kościół rozświetlił się kolorami. I to był piękny znak – że światło zawsze ma ostatnie słowo. Nawet jeśli droga do niego prowadzi przez momenty niezrozumienia i ciszy.
Dziękujemy, że byliście.
I jeśli jesteś teraz w takim „pomiędzy” – pamiętaj, On już jest w drodze.
