Rzeszowska Młodzież na Światowych Dniach Młodzieży w Lizbonie
"Ruszamy w drogę, jeden łączy nas cel. We wspólnej wędrówce spotkaliśmy się..."
Walizki spakowane, wszystko już gotowe, ruszają w świat. Dlaczego się zdecydowali i jaki bagaż doświadczeń przywieźli z powrotem do Polski?
Przygotowania do wyjazdu na ŚDM w Portugali trwały już od dobrego roku. Zapisy, spotkania, listy i formularze. Jedni zapisali się zniecierpliwieni jak tylko było to możliwe, inni czekali z decyzją do ostatniej chwili. Wszystkich jednak łączyła ogromna chęć zobaczenia świata i młodych, którzy są tacy sami, pomimo tak wielu różnic.
Pielgrzymka która wyruszyła z Rzeszowa liczyła ponad 220 osób, rozpoczęła się Mszą święta i miała trwać prawie dwa tygodnie. Dwa tygodnie trudów i pięknych chwil.
Wraz z początkiem sierpnia przemierzali już kolejne kraje Europy i zwiedzali piękne historyczne miasta. Mediolan, Madryt, Barcelona, Paryż, Fatima, Lourdes, Santiago i oczywiście Lizbona. Cała podróż nie była typowym wakacyjnym wyjazdem. Jechali autobusami, spali tam i tam zacieśniali swoje przyjaźnie. Autobus na dwa tygodnie stał się ich domem, ale nikt nie narzekał, bo cel był wart trudu.
W pierwszej części wyjazdu przemierzali Europę zatrzymując się w pięknych miejscach, ciesząc się słońcem i świetnym jedzeniem. Piękna architektura i ciepły klimat rekompensowały długie godziny w fotelach samochodowych.
Kiedy w końcu dotarli do Lizbony rozpoczęły się centralne obchody ŚDM. Droga krzyżowa z Papieżem, przejazdy metrem, śpiew i taniec na ulicach Portugalii, czuwanie na polach łaski i wreszcie Msza Święta z ponad półtora milionowym młodym Kościołem.
Ta część całej pielgrzymki była najtrudniejsza. Nie było już wygodnego łóżka w hotelu, do gniazdek były kolejki i ciepła woda szybko się kończyła. Najtrudniejsze momenty wiązały się z dotarciem na pola, nocą pod gołym niebem czy powrotem do miejsc noclegu. Sama trasa od centrum Lizbony na miejsca w sektorach potrafiła zająć 5 godzin, w upale, z bagażami i w ogromnym tłumie.
To zdecydowanie nie należało do prostych i przyjemnych przeżyć, ale było warto. Światowe Dni Młodzieży ukazują młodym jak wielka siła jest w nich i ich wierze. Ogromna różnorodność zamiast dzielić, łączy i daje nadzieję na lepszą przyszłość. Bliskość Papieża i kapłanów, wspólne modlitwy i wspólne funkcjonowanie na co dzień to niesamowite przeżycie, którego nie da się opisać i nie da się przeżyć kolejny raz tak samo.
Wielu było na skraju wytrzymałości, pojawiały się łzy bezsilności, oczy kurczowo zamykane w głębokiej modlitwie, poszukiwania sensu, drogi, głosu Ojca w szumie rozmów i śpiewów. Chwile trudne fizycznie i duchowo, chwile które zmieniają coś w człowieku. Jednak nikt tego czasu nie zmarnował, nikt nie żałuje. Rzeszowska młodzież wspomina ŚDM z łezką w oku i już zapowiada że nie będzie to ich ostatni udział.
Trzecia i ostatnia część wyjazdu to dalsze zwiedzanie Europy z kierunkiem na Polskę. Odwiedzili Sanktuaria Maryjne gdzie Boża Matka od wielu przyjmuje modlitwy i błagania. Oni też mięli swoje intencje, które przynosili do Mamy. To była świetna okazja żeby na nowo zawiązać relację z Maryją, lepiej ją poznać i zawierzyć jej swój los.
Do najpiękniejszych chwil należą niewątpliwie Eucharystie, od tych przeżywanych w trudnych, polowych warunkach i małym gronie po te bogate, przeżywane z ludźmi z całego świata gdzie każdy modlił się w swoim języku.
Modlitwa Ojcze nasz, nie jako wspólna recytacja tych samych słów, ale szum modlitewny wielu języków, wielu serc.
Nie było czasu na długie spanie i wylegiwanie się na plaży, nie było czasu na znudzenie, był czas dla Boga i dla drugiego człowieka, był czas na dobrą zabawę i na modlitwę. Był czas na wszystko co ważne.
Wrócili, walizki pewnie jeszcze nie do końca rozpakowane, pewnie nie odespali jeszcze tych krótkich nocy, ale na pewno wrócili z sercami pełnymi nadziei, wrócili i idą głosić czym jest młody, żywy Kościół.
